sobota, 27 grudnia 2014

Prolog.

Selena

-Tak bardzo się cieszę! - krzyknęła nadal podekscytowana Jessica.
- Nadal trudno mi w to uwierzyć. Zdajesz sobie sprawę z tego, że lecimy wlasnie na koncert 5 seconds of summer?! - krzyknęłam głośno całkowicie niezważając na innych pasażerów samolotu.
Kochałam ich. Kochałam ich jak własna rodzinę, ponad życie. To oni je odmienili, dzięki nim nadal tutaj jestem i żyje. Najbardziej dziękuje Luke'owi. To jego kochałam najbardziej. Za to jaki jest, za jego zamiłowanie do muzyki, za tyle rzeczy. Jest po prostu moim ideałem. Nie potrafię powiedzieć czemu, do tego brakuje słów..
- Mamy wielkie szczęście.. - podsumowała Jess.
Siedzielismy wlasnie w samolocie w drodze do LA. Jesteśmy z NY, ale mamy tam bardzo duzo problemów. Przez ludzi, szkole, wszystko. Wszystko jest żałosne. Planujemy przeprowadzkę, zeby w końcu oderwać sie od tej smutnej i szarej rzeczywistości nowojorskiego życia.
Jess jest dla mnie jak siostra, jest pełnoletnia i bardzo odpowiedzialna. Nie jesteśmy spokrewnione. Jesteśmy po prostu przyjaciółkami od piaskownicy, ale jest dla mnie ważna jak nikt. Ja natomiast jeszcze jestem tym dzieciakiem, które trzeba zawsze pouczać mimo, iż skończyło juz swoje 16 lat. Miałam troche wpadek podczas całego swojego życia, ale po każdej nauczyłam sie czegoś, a mianowicie tego, że raz sie żyje.
Urodziny mam za parę dni i akurat tak sie złożyło, ze koncert 5sos jest wlasnie pojutrze. Byłam juz w fandomie duzo czasu. Prezentem urodzinowym był wyjazd na koncert. Byłyśmy juz na miejscu. Spokojnie udałysmy sie po nasze walizki, a następnie zaczełysmy szukać taksówkarza, który miał nas odebrać z lotniska i podwieźć pod właściwe miejsce. Byłam jedynaczką i oczkiem w głowie rodziców, wiec juz wszystko było doskonale zaplanowane. Zakwaterowałyśmy sie w hotelu i następnie udałysmy sie do pokoi wypakować sie i przygotować. Miałyśmy zamiar pozwiedzać miasto, tym bardziej, ze 4 przecznice dalej zakwaterowali sie nasi idole, w najlepszym hotelu w mieście. Szukaliśmy hotelu jak najbliżej nich, ale najbliższy, który znalazłyśmy był 3 kilometry dalej. Bardzo nas zdziwiło, ze hotel, który chcieliśmy zarezerwować, nagle ustąpił jednego miejsca. Bezwłocznie po przyjęciu tego faktu zajęliśmy sobie pokój w nim. I oto tutaj jesteśmy.
- Dawaj Sel, bo nie zdążymy. - pospieszała mnie Jessica.
- Juz ideee! - zawołałam zbliżając sie do wyjścia.
Było juz całkiem późno, a my nadal mieliśmy masę energii na zwiedzanie. LA jest dużym miastem i na pewno nie zrobimy tego w jeden dzien. Wyszliśmy z budynku i naszym pierwszym celem był Starbucks. Wzięłam do ręki mapę miasta, a odczytywanie oczywiście mi nie wychodziło, więc Jess wyrwała mi ją i sama zaczęła nad nią główkować. Rozglądałam sie po mieście patrząc na przelatujące ptaki nad palmami w cieniu zachodu slonca. To wszystko było dla mnie takie piękne.
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz?! - nagle z zamyślenia wyrwała mnie towarzyszka.
- Przepraszam. Co chciałaś? - zapytałam.
- Mapa pokazuje na to, ze Starbucks jest niedaleko, 2 kilometry stąd.
- Bardzo blisko! - zaśmiałam sie sarkastycznie.
- Pójdziemy skrótami, bedzie dwa razy bliżej.
- Prowadź! - dałam koleżance pole do popisu.
Prowadziła nas przez uliczki miedzy hotelami, blokami i innymi budynkami w mieście.
- Jess, ile jeszcze? - zapytałam zmęczona drogą.
- Kochana, to dopiero połowa drogi. - zaśmiała sie.
- Ughh.. - westchnęłam.
Nagle drzwi od jednych z hoteli otworzyły sie. Nie stał w nich nikt inny jak moi idole.
- O Boże czy to.. - zaczęłam, ale szybko przerwał mi Luke zakrywając usta.
- Nie krzycz, bo za chwile przygniotą nas tłumy fanek! - wybełkotał Luke na jednym oddechu.
Patrzyłam sie prosto w jego błękitne i głębokie tęczówki. Luke zdjął rękę z moich ust, a ja nadal stałam podobnie jak Jessica, z otwartą buzią nadal nie dowierzając kogo wlasnie widzę.
- Jestem Ash.. - próbował przerwać chwile ciszy Ashton.
- Wiemy kim jesteście. - odezwała sie Jess przerywając Ashtonowi, jak w konkursie typu 'Kto pierwszy ten lepszy'.
- No, więc przedstawcie sie moze. - zaproponował Luke z jego nieziemskim podniecającym uśmiechem.
- Ja.. Ja.. Ja jestem Selena Olson, a to jest Jessica Colleman. Przyjechałysmy z Nowego Yorku na wasz koncert i jesteśmy waszymi największymi fankami. - ochłonęłam i zaczelam mowić.
- To dla nas zaszczyt - odezwali sie wszyscy chłopcy w tym samym czasie.
Zachichotałam. Nigdy nie wierzyłam w to, jak twierdzono, za sa w pewnym sensie zsynchronizowani. Teraz miałam niepodważalny dowód. W tej samej chwili spojrzał na mnie Luke lekko przygryzając swoja wargę. Był taki seksowny, ze miałam zamiar rzucić mu sie w ramiona i nigdy nie puszczać.
- Gdzie sie wybieraliście? - spytała Jess.
- Idziemy do Baru, moze chcecie iść z nami? - zaproponował Mike.
- Jasne, ze chcemy! - krzyknełyśmy razem z Jessicą, jakbyśmy porozumiewały sie telepatycznie.
- A wy? Gdzie chcieliście najpierw iść? - zapytał Calum.
- Do Starbucks'a. - odpowiedziałam.
- Więc idziemy do Starbucks'a! - krzyknął przeszczęśliwy Luke.
- Ale.. - zaczął Mike.
- Mike, rozmawialiśmy juz o tym! - nie pozwolił skończyć mu Ashton.
Znowu zachichotalam i Luke w taki seksowny sposób spojrzał na mnie lekko sie przy tym uśmiechając. Udaliśmy sie w stronę naszego celu. Jess szła z trojką kolegów rozbawiona niezważając kompletnie na mnie uwagi. Szłam obok Luke. Szliśmy w ciszy. Co jakiś czas spoglądał na mnie, wymieniając ze mną ukradkowe spojrzenia. Gdy sie skrzyżowały i przyglądaliśmy sie sobie o pare sekund za duzo, Luke automatycznie skierował głowę w przeciwna stronę. Jednak był troche wstydliwy. W końcu doszliśmy do celu. Było świetnie! Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, wypiliśmy Starbucksy i poszliśmy do baru. Nawet nie zwróciłam uwagi na to, ze w pewnym momencie siedziałam juz sama przy ladzie. Cały czas rozmyślałam o dzisiejszym dniu, kompletnie nie zważając na to co działo sie wokół mnie. Nagle z zamyślenia wyrwała mnie myśl, że zniknęła mi Jessica...
- Jessica! Jess, gdzie jestes? - szukałam ciagle w barze. Nagle ktoś złapał mnie z tyłu. Odwróciłam sie przestraszona, ale na szczęście to był Luke.
- Colleman, co sie dzieje? - zapytał opiekuńczo.
- Olson - poprawiłam go ze złością prawie przy tym krzycząc.
- Przepraszam panno Olson, czy ułaskawi mnie pani oznajmieniem przyczyny pani złości?
- Zniknęła mi Jessica!
- I twoj iPhone tez? - spytał z lekką nutką kpiny w głosie z małym akcentem rozbawienia. Bezwłocznie złapałam sie za kieszenie od spodni, w których faktycznie nie odczułam obecności mojego telefonu. Wszystko zaczęło sie we mnie gotować.
- Świetny dzien! Zniknęła Jess i moj telefon tez! No po prostu super.. - wykrzyczalam zmęczona juz całą ta sytuacją. Zapomniałam nawet o tym, ze dzis spotkałam swoich idoli. Luke usiadł obok mnie na krześle, odgarnął moje włosy za ucho i przejechał swoim ciepłym palcem po moim policzku zjeżdżając lekko do kącików moich ust. Gdy dotarł, spojrzał mi ukradkiem w oczy i przejechał palcem po całej długości mojej wargi. Przez cały ten czas przyglądałam sie na przemian jego malinowym ustom i niebiańsko błękitnym tęczówkom. Nie zdawałam sobie sprawy, ze po pewnym czasie nadal wpatrywałam sie jedynie w jego usta. Gdy wyczuł mój wzrok na sobie zaczął nerwowo przesuwać swój kolczyk w wardze na lewo i prawo, przy tym nie przestając zakręcać kół przy moich wargach. Przy końcach jego ust zauważyłam lekko pojawiające sie dołeczki charakterystyczne dla jego osoby. Gdy dostrzegłam juz nawet je, całkiem podświadomie rozwrłam usta i przymknęłam powieki rozkoszujac sie tym momentem. Cicho westchnął i po krótkim czasie parsknął nagle śmiechem. Wybudzona z transu natychmiast swój rozbiegany wzrok skierowałam na jego oczy, przyglądając sie mu przez chwile, szybko zauważyłam ze patrzył na mnie z niewyobrażalną troską, przy czym lekko się uśmiechnął. Odwzajemniłam uśmiech, a on sięgnął ręka do swojej kieszeni i wyciągnął moj telefon.
- Skąd ty.. - patrzyłam na niego niedowierzając. W ułamku sekundy dzieki jemu gestowi zdążyłam zapomnieć o całym wydarzeniu, które przed chwila miało swoje miejsce.
- Prawie zostawiłaś go z Starbucksie, a potem nie zauważyłaś, jak chłopcy powiedzieli, ze idą z Jess sie przejść. Od tamtego czasu nadal jesteśmy sami. Spójrz w komórkę. Nawet Jess zostawiła ci wiadomość. - powoli mowił Luke.
Spojrzałam jak kazał. Faktycznie. Jess zostawiła mi wiadomość. 
'Wychodzę z chłopakami. Luke obiecał, ze sie tobą zajmie. Nie bedzie mnie do jutra, a kluczyki wrzuciłam ci do torebki. Baw sie dobrze, ily Jess x'. Poczułam sie jak skończona idiotka.
- Jestes niesamowity - dodałam uroczym akcentem z prawie niezauważalną kpiną w głosie.
Zostaliśmy z Lukiem w barze. Bawiliśmy sie świetnie, rozmawialiśmy, bardzo dobrze sie poznaliśmy. Barman przy każdym poleceniu mojego towarzysza napełniał szklanki drinkami. Nawet ich juz nie liczyłam. Alkohol po pewnym czasie dawał znaki swojej obecności w moim ciele, mocno mnie przy tym rozgrzewając. Wyszliśmy z baru udając sie na krotki spacer po okolicy w celu poznania aktualnego miejsca przebywania. W pewnym momencie nasze dłonie zupełnie przypadkowo otarły sie o siebie wywołując na mojej i jego twarzy onieśmielony uśmiech. Złapałam sie za rękę ukradkowo spoglądając na jego osobę. Przyuważyłam na jego twarzy charakterystyczny i zadziorski uśmiech. Nie mogłam określić jak długi czas wpatrywałam sie w niego, wymieniając milczące spojrzenia, bo czas zdawał się dla mnie teraz kompletnie nie istnieć. Po chwili obydwoje zaśmialismy się, gdy posłałam mu pełen troski uśmiech, poprawiając jego kosmyk blod wlosow opadających na jego czoło. Chwile zapomnienia zaprzestał Luke zadając mi pytanie.
- Chcesz pobawić sie ze mną w grę?
- Jasne. Co proponujesz? - posłałam mu zachęcający uśmiech.
- Dwadzieścia pytan, ty mi, ja tobie. - dodał po chwili ciszy.
- To bedzie bezsensu. - zaśmiałalam sie oznajmiając.
- Czemu? - zapytał z niezrozumieniem.
- Bo ja juz wszystko o tobie wiem. - znowu zaśmiałam sie, tylko tym razem znacznie głosniej.
- Niemożliwe. - parsknął śmiechem.
- A chcesz sie przekonać?
- A chcę. No, to moze w takim razie mały teścik. - uśmiechnął sie nieznacznie pocierając o siebie dłonie. - Tego nie mozesz zgadnąć. - spojrzał na mnie puszczając mi oczko. - Kiedy przekułem kolczyk w wardze? - wskazał na widniejący czarny kolczyk w po lewej stronie jego ust.
- Prościzna. - zakpiłam, a on spojrzał na mnie z niezrozumieniem. - 13 listopada 2013 roku - uniosłam ręce do góry w geście zwycięstwa. Luke patrzył na mnie z otworzoną buzią niedowierzając ze znacznie bardziej otworzonymi oczami. Wyglądał tak komicznie.
- Olson! Ty jestes niesamowita! Każdy kogo zapytałem nie odpowiedział na to pytanie. Ty jestes pierwsza. - zaczął mowić z nieziemsko uroczym uśmiechem, obok którego na policzku pojawiało sie małe wgłębienie.
- Ty jestes niesamowity. - dodałam szeptem jakby zaprzeczając i spoglądając prosto przed siebie. Kątem oka przyuważyłam, ze otworzył buzie w celu dopowiedzenia czegos, ale szybko z tego zrezygnował. Spojrzał prosto przed siebie i dalej szliśmy w ciszy. Nagle powiał silny wiatr wyrywający mnie z zamyślenia. Drgnełam z zimna. Nerwowo pocierałam dłońmi o swoje ramiona w celu ogrzania ich. Jak mogłam byc tak głupia i wychodząc z domu nie wziąć kurtki? Luke zauważył to, ze cała sie trzęsę, wiec bezwłocznie ściągnął swoją skórzana kurtkę i narzucił mi ja na ramiona. To było aż nadto słodkie!
- Nie musiałeś.. - zaczelam.
- Musiałem - odpowiedział puszczając mi oczko. Lekko sie zarumieniłam i jestem prawie pewna, ze to zauważył. Zeby dalej nie robic z siebie idiotki posłałam mu pełen wdzięczności uśmiech po czym odwróciłam sie i stuknelam siebie w czoło. Kochałam go, a nie mogłam powiedzieć przy nim nic sensownego. Podła ironia. Nagle dmuchnął silny wiatr przechylając mnie lekko w stronę kierunku jego drogi. Zaraz po tym dalo sie usłyszeć donośny grzmot burzy, której dźwięk przyprawił mnie o dreszcz. Bałam sie jej strasznie. W dzieciństwie miałam niefortunny wypadek, ktory pozbawił mnie dachu nad głowa. Tornado przeszło przez moja okolice. Po tym wydarzeniu z rodzicami przenieśliśmy sie do NY. Od tamtej pory burze traktowałam poważnie i uznawałam za najgorszego wroga. Rzuciłam sie w ramiona Luke'a cicho łkając mu do ucha.
- Nie wierze w to, nie wierze, nie wierze, ratuj mnie. - zaczelam gnieść tyły jego koszulki. Wyczułam na swojej głowie krople deszczu. O dziwo, Luke nadal trzymał mnie na rękach i zaczął biec w stronę najbliższego daszku, przy którym mielibyśmy możliwość znalezienia tymczasowego schronienia. - I deszcz! No gorzej byc nie moze! Luke zachłannie masował moje plecy cicho szepcząc mi do ucha przyjemne epitety, które w tym momencie kompletnie nie miały dla mnie znaczenia. Moj nastrój diametralnie sie zmienił. - Dziekuje - posłałam mu wdzięczny uśmiech.
- Za co? - zapytał ze słyszalnym rozbawieniem w głoście. Postawił mnie na ziemi i zaczął nieznacząco mi sie przyglądać. Znowu moja twarz bezkontrolowanie zarumieniła sie. Odwróciłam speszony wzrok w przeciwna stronę.
- Za wszystko - odpowiedziałam mu szeptem. Byłam prawie pewna, ze tego nie usłyszał, a tak miało byc. Jednak moja intuicja czesto mnie zawodzi. W tym przypadku rownież zawiodła.
- Jak to? - wykrzywił twarz w geście niezrozumienia. - Nic nie zrobiłem.
- Jeszcze pytasz? Zrobiłeś wszystko! Uratowałeś mnie! Kiedyś i teraz tez. Gdyby nie ty pewnie teraz pewnie przestraszona lezalabym skulona przy ławce jakbym była w jakimś melancholijnym transie. Znowu to zrobiłeś. - powiedziałam na jednym wydechu. Luke spojrzał na mnie z lekko pytającym spojrzeniem. Spojrzałam na drogę. Wokół nas deszcz coraz mocniej dawał swe znaki poprzez dość duże strumyki wody płynące przy krawężniku chodnika. Rozpadało sie i to nieźle. Luke złapał moj podbródek, zmuszając mnie żebym na niego spojrzała. Musiał przy tym delikatnie go unieść, ponieważ różnica naszego wzrostu była dość spora. Przychylił sie lekko opierając swoje czoło o moje. Uśmiechnął sie nieznacznie, a ja dopiero teraz uświadomiłam sobie, ze nasze usta dzieliły juz tylko centymetry. Podświadomie oblizałam wargi, dolna przy tym przygryzając. Jego twarz wędrowała coraz bliżej mojej. Chwycił mnie w pasie, co sprawiło, ze momentalnie przywarłam do jego torsu. Przyprawiło go to o szeroki uśmiech, natomiast mnie przyprawiło o przeszywający całe ciało dreszcz. Juz nasze wargi prawie znalazły miejsce przy sobie, ale..

Nagle obudziłam sie rano. 
Czy to był tylko sen?

*~~~~~~*~~~~~~*~~~~~~*~~~~~~*~~~~~~*~~~~~~*~~~~~~*~~~~~~*~~~~~~*
PRZECZYTAJ NOTKĘ


Jak tam wasze feelsy? Zniszczone? Obiecałam rozdział today, wiec jest today. Chciałabym nazbierać obserwujących - a co za tym idzie, im wiecej czytających, tym mam większe poczucie dowartościowania w tym co robie. Także wiecie co robic! :)

Liczę ze opowiadanie przypadło wam do gustu. Pobawię sie w blogerze i niebawem całkiem sie to wszystko rozwinie. Bedzie konto ff i konta bohaterów. Zakładki dojdą, zwiastun. Narazie możecie z wszelkimi pytaniami kierować sie pod user na tt @LauraMisiek123, niedługo zmiana, ale o tym was poinformuje. O spojlery śmiało pytać :) 

Ulubione cytaty z rozdziałów możecie kierować pod hasztagiem #WWBFAff (when we both fall asleep fanfiction). Bede go stalkować bez przerwy i wszystko #RT :) Kazdy, nawet najmniejszy komentarz daje mi motywacje. 

Dziekuje! Laura x

9 komentarzy:

  1. Hej, tu @brittlebiscuit :)
    A żebyś wiedziała, że mam zniszczone feelsy ;-; już ich shippowałam, a okazało się, że to był tylko sen. To takie nie fair :c. Ale i tak dziwiłam się, że to wszystko dzieje się tak szybko, you know. Mam nadzieję, że to wszystko szybko stanie się prawdą <3
    Rozdział ogólnie był fajny, czekam oczywiście na więceeej <3
    (tak w ogóle to mam tu konto, ale nie chciało mi się logować, yolo)
    Buzi, ilysm <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A skad wiesz ze to sen? Bo ja nie wiem. :) lmao haha twoje feelsy buzują ;o

      Usuń
    2. To nie był sen? Haha, lmao, a dziwisz się? Zawsze shippuję bohaterów ff, a potem mam połamane serduszko... :D eww.

      Usuń
    3. Moze był, a moze nie. Wszystko w nastepnym rozdziale lmao zaspojleruje Ci, ze bedzie grubo

      Usuń
  2. Odbsisnsjsisjsjsbsgs!!! To jest sjsbssjakskd!! Ten rozdzial to cuuudo. Kocham takie slodkie ff i to tez zdazylam juz pokochac. Mam nadzieje, ze to.nie byl sen, omg:o
    Czekam na nastepny rozdzial i zycze weny! Love x
    ~ @whtshatninkid

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie komentarze zachęcaja najbardziej! Mam nadzieje, ze bedziesz pojawiać sie tutaj czesto, bo to tylko od waszej aktywności zależy to jak posty bedą wstawiane i to wy nawet możecie zadecydować o przyszłości bohaterów podsuwając mi pomysły i podejrzenia :) zachęcam do dodania do obserwowanych ! x love you more ❤️

    OdpowiedzUsuń
  4. zjebałaś mi feelsy #ok
    czekam na następny! xx
    Wysłalaś mi go przed chwilą na tt x
    @and_disappear x
    P.S.
    Mogłabyś zmienić kolor czcionki, bo jest (przynajmniej u mnie ;-;) czarna i nie da się praktycznie czytać x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak niestety niefortunnie nie miałam dostępu do komputera gdy umieściłam wersje robocza na iPadzie bo zawsze pisze w notatkach a tak juz taka czcionka jest tam i nie miałam możliwości zmiany jej a obiecałam rozdział, potem bedzie juz wszystko widoczne ✌️

      Usuń