piątek, 30 stycznia 2015

Rozdział 3

Spóźniony, przejściowy i nie wyszedł do końca.
Dziekuje wszystkim co sa tutaj ze mną.
Zmieniłam rozdziały jak zauważyliście. Prolog stał sie 1 rozdziałem, wiec teraz znowu mamy 3 rozdział. Bede z wami niestety dłużej :)

#WWBFAff

-----------


Zdziwiło mnie zachowanie blondyna. Przecież każda dziewczyna mogłaby byc jego, wiec dlaczego te słowa akurat skierował do mnie?

Sugerował cos?

Niemożliwe.

Ja i moja szara rzeczywistość opierająca sie na rutynie wzdychania do jego zdjecia i rozklejania sie przy usłyszeniu jego powalającego na kolana głosu nie mamy porównania do jego wspaniałego stylu zycia.

Pewnie niejedna osoba marzy o tym, zeby chociaz spróbować dorównać mu i jemu zdolnościom muzycznym.

A on?
On jest wolnym człowiekiem, ktory czerpie radość z tego co kocha i zdobył to, o czym marzy kazdy ambitny nastolatek.
Wygrał zycie, bo jego codzienność to wymarzony sukces.

Koncerty, spotkania, telewizja, tłumy fanów.

Moze wydawać sie to męczące, bo w rzeczywistości tak wlasnie jest, ale jednak to jest piękne. Jedyne to, co daje motywacje do dalszej kontynuacji to wlasnie świadomość, ze ktos zakochał sie w twoim uśmiechu i stajesz sie jego codziennością.

Tak wlasnie jak Luke stał sie moją.

Nie jestem świadoma, tak naprawde, jak to jest, gdy pare milionów osob zna na pozór cały twoj życiorys, bo ja najzwyczajniej czegos takiego nigdy nie doświadczyłam, ale założę sie, ze w niektórych przypadkach staje sie to przerażajace.

Świadomość, ze na świecie tysiące osob obserwuje kazdy twoj dokonany ruch jest w pewnym sensie straszna.
Utrata prywatności wrasta wraz ze zdobytą sławą. 
Czasem jednak jest to przesadą, bo nawet każde nieuprzedzone opuszczenie aktualnie zamieszkiwanej posiadłości kończy sie masowym natłokiem fanek z każdej możliwej strony.

No, ale nie zawsze w życiu wiedzie sie idealnie po myśli, lecz należy pamietać, ze niektórzy w życiu maja gorzej od nas. Zawsze warto doceniać to co sie ma. Mimo wszystko.

#

Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek telefonu informujący mnie o nadchodzącym połączeniu. Spojrzałam na ekran i ujrzałam litery tworzące napis 'nieznany'. Odłożyłam telefon spowrotem na zajmowane dotychczas miejsce, z racji, iz nie odbierałam telefonów od prywatnych lub nieznanych mi numerów.

Zaprzestałam tego, bo w przeciągu ostatniego roku odbierałam najcześciej głuche telefony. Pare razy słyszałam zagłuszone szepty, ale po próbie nawiązania jakiegokolwiek kontaktu rozmówca błyskawicznie rozłączał sie.

Było to nietypowe i znoszone do czasu, bo z brakiem cierpliwości zaczełam po prostu ignorować tego typu połączenia. Na początku zdarzało sie to rzadko, ale wraz z upływem miesięcy ilośc nieznośnych telefonów nasilała sie. Doszło do tego, ze od ostatniego miesiąca telefony stały sie regularne o równych porach dnia. Co do sekundy.
Dzwonił 4 razy dziennie od 10.00 co 2,5h kończąc na 20.00.

Oczywiście kazdy nazwałby mnie wariatką, gdybym nie udała sie z tym na policję. I tak wiec zrobiłam.

Tylko co mi to dało? Nic.
Policja w takich sprawach jest żałosna. Dowiedziałam sie tylko, ze nie maja jakiegokolwiek dostępu do nadawcy, bo ten zapewne spodziewał sie mojego zgłoszenia na policję i zablokował dostęp do odczytywania danych. Parsknęłam tylko śmiechem w tamtym momencie, bo pomoc, która oferowała nasza 'policja' była warta jedynie śmiechu.
Obiecali, ze bedą obserwować telefony i w razie jakiejkolwiek wiadomosci skontaktują sie ze mną. No cóż, czyli najwyraźniej moja sprawa została oddalona, bo od paru miesięcy nie mam żadnej informacji od posterunku.

Znowu dał sie słyszeć dźwięk nadchodzącego połączenia, lecz nie ten sam, monotonny, tylko informujący mnie o dobijającej sie do mnie Jessicy. Przydzieliłam jej oddzielną, charakterystyczna dla niej energiczną melodię, zeby wiedzieć, ze to ona jest nadawcą połączenia, w celu odróżniania jej od nachalnego śmiesznego prześladowcy, ponieważ jej telefony były równie częste i upierdliwe tak samo jak jego.

Podniosłam telefon i znudzonym juz głosem powiedziałam przykładając go do ucha:

- Halo?

- Sel?

- Nie, Matka Teresa z Kalkuty - zadrwiłam.

- O, jak dobrze cie słyszeć matko.

- Czego chcesz? - warknęłam.

- Tez sie cieszę, ze z tobą rozmawiam - skwitowała, a ja żałowałam, ze nie mogłam nawiązać z nią kontaktu wzrokowego, bo pewnie zaczęłabym rzucać w nią litanią obelg  nie szczędząc sobie przy tym posyłania w jej stronę groźnego spojrzenia - Gdzie jestes?

- W swoim apartamencie, tak znaczy nasz hotelik na zadupiu - zaśmiałam sie, a w odpowiedzi uzyskałam to samo. - A co tam?

- Mówiłam ci juz jak kocham to twoje trafne poczucie humoru? - na moja twarz wkradł sie delikatny cien dumy. - Jestem na boisku. Zaraz sparing - nie musiałam sie domyślać czego tak naprawde chciała, bo było to oczywiste. - Wbijasz? - potwierdziła moje domysły.

- Mentalnie z tobą skarbie, ale dupą w domu - powiedziałam wstając i udając sie do kuchni w celu ukojenia nagłego pragnienia picia.

- No proszę! Zawsze przychodziłaś! - wypomniała mi z żalem w głosie.

- Bede za 10 minut maruda - załagodziłam sytuację i wzięłam jednego głębokiego łyka upragnionej wody. W odpowiedzi nie usłyszałam nic skierowanego bynajmniej w moja stronę, lecz głośne zawołanie Jess.

- Luke, ona bedzie tu za 10 minut.

Gdy usłyszałam te słowa wyplułam przed siebie cały znajdujący sie w moim gardle napój. Nie wiem czemu tak zareagowałam, ale jesli to ten Luke, o którym myśle, to jestem ewidentnie w dupie.

Bezwłocznie rzuciłam sie po torebkę i wybiegłam z domu narzucając na siebie setki pytan dotyczących wypowiedzianych słów przez przyjaciółkę.

Co to miało znaczyć?
Luke chciał sie ukryć?
Uciec?
Moze czekał na mnie?
Cos musiał ukryć?

Tysiące pytan w tym momencie wędrowało po mojej głowie w celu znalezienia odpowiedzi. Jedno zastanawiało mnie najbardziej.

Jaki związek z tym wszystkim miała Jessica?

#

Moja droga do celu w szybkim tempie zaczynała dobiegać końca. Zdyszana błyskawicznie pędziłam wzdłuż trybun nieustannie wypatrując Jessicy.
Gdy juz moj wzrok zatrzymał sie na niej poleciałam do niej jak poparzona.
Kondycja nie zawodzi.

- Gdzie - dyszałam - jest.. Luke? - po wypowiedzianych słowach zaczerpnęłam głęboki oddech powietrza schylając sie i podpierając rękoma na kolanach. Nadal utrzymywałam nieprzerywalny z moim rozmówcą posyłając jej dociekliwe spojrzenie.

- Kto? - zaśmiała sie spoglądając na mnie zapewne z powodu mojego obecnego stanu. 
Spiorunowałam ją wzrokiem nagle wybuchając:

- Wiesz kto! Nie udawaj głupiej!

Obróciła w dłoni trzymany dotychczas telefon i załapała o kim mowię odpowiadając.

- Nie było go tu.

Opadłam ze zmęczenia na plastikowe siedzenie opierając czoło o rece podparte na kolanach. Teraz zbiła mnie i moje pytania całkowicie z tropu stawiając kolejne zagadki na mojej drodze do przejścia. 

A co jesli to tylko moja wyobraźnia podsunęła mi, ze chodzi o tego Luke?

Pytania powoli zaczęły nade mną górować odbierając mi możliwości do racjonalnego myślenia. Nie mogłam zapanować nad soba, bo teraz zagadki posiadają kontrole.

Nie dość, ze całe zycie od początku nie wiodło mi sie dobrze, do tego teraz mozna powiedzieć ze moje marzenia stały sie rzeczywistością ale przeszły same siebie.

- Niszczysz mnie jeszcze bardziej, doszczętnie, Luke - powiedziałam do siebie ze łzami w oczach. - Umieram psychicznie kolejny juz raz - podkreśliłam gdy łzy zaczęły płynąc strumieniami po moich rozgrzanych policzkach. 

Spojrzałam w niebo zadając pytanie Bogowi 'Dlaczego ja?'
i otrzymałam w pewnym sensie odpowiedź
Dlaczego nie ty?

Wyraz twarzy Jessicy zmienił sie diametralnie gdy zrozumiała jak wykończona jestem i w jakim jestem stanie.

- Ale słyszałam jak przez telefon... - zaczęłam, ale dane nie było mi dokończyć wypowiedzi.

- Luke? A Luke! - palnęła sie w głowę Jess nareszcie łapiąc o kogo mi chodzi - Kochana, nie chodziło mi o naszego pingwinka - złapała sie za głowę - chodziło mi o Luke, z którym zaraz mam zagrać - oznajmiła - Opowiedziałam mu troszkę o tobie i prawdopodobnie podpadłaś mu do gustu, bo to on chciał sie dowiedzieć kiedy sie pojawisz - uśmiechnęła sie zachęcająco - To Luke Brooks - wskazała palcem - Popatrz. Tam stoi.

Chwile potem nie było jej juz przy mnie, bo pognała susem w podskokach w stronę okrutnie przystojnego nowo poznanego chłopaka, ktory chwile temu machał do nas.

Siedziałam jeszcze moment w bezruchu zastanawiając sie co tak naprawde sie ze mną dzieje. Znowu wszystko zaczęło mi sie sypać. Powiedziałam znowu do siebie ze świeżymi płynącymi łzami patrząc w niebo, jakbym oczekiwała skruchy boskiej.

- Nikt mi cie nie zastąpi, kochanie - starłam szybko pierwsza płynącą łzę - Kocham cie.

I nagle usłyszałam dźwięk od mojego telefonu informujący mnie o wiadomosci SMS. Spojrzałam na ekranik telefonu wyczytujac z niego: 

'Chciałbym porozmawiać. Bede po Ciebie wieczorem i nie przyjmuje odmowy. Ubierz sie wygodnie:) - Luke'

Cud?

2 komentarze:

  1. Jejciu jaki cudowny rozdział..nie mg doczekać sie kolejnego <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Matki Teresy z Kalkuty to ty w to opowiadanko z tym pedałem nie mieszaj bo to jest poważna kobieta nie to co ten "twój" Luke! :/

    OdpowiedzUsuń